21

Kolejny dzień. Kolejne cierpienia. Kolejne wybory. Kolejne złe wiadomości. Jak to się stało? Może był nerdem z głupiej, nicniewartej rodziny, ale jak ktoś mógł zabić go z takiego powodu? Tu wszystko jest dziwne i głupie. Wiem to. Walczy się tu o przetrwanie. Jeśli nie masz znajomości-jesteś nikim. Ale Milton miał mnie…. Ja Lopeza…. Ale kto o tym wiedział? Brody i właśnie Milton.

-Nie myśl tyle, bo myśliwym zostaniesz.-Usłyszałam drwiący głos za swoimi plecami. Odwróciłam się przerażona, ponieważ wypowiedział to Czarny. Ten, którego boje się najbardziej, mimo, że on trzyma z Lopezem.

-Czego chcesz?- Zapytałam, próbując nie pokazywać swojego strachu przed nim.  Ale on chyba się na to nie nabrał, bo mój głos drżał.

- Boisz się mnie? Słusznie.-Zaśmiał się, podchodząc do mnie. Nie patrzał na mnie, tylko w górę, jakby się  nad czymś zastanawiał. Jego twarz nie wyrażała rzadnych odczuć. Może tylko lekką satysfakcje.  On mi nic nie zrobi… Nie może.

- Po co tu przyszłeś?-Zapytałam już bardziej sucho i pewnie, wyrywając go z przemyśleń.

- Ahhhh….. Twój chłopak ci nie mógł powiedzieć o mojej wizycie. Przyszedłem tu, na jego zlecenie. -Uśmiechnął się, patrząc mi w oczy. Czy Lopez mógł go na mnie nasłać? Już mu się znudziłam, czy nie chce wzbudzać nic nie wartych podejrzeń? Przecież jestem tylko głupią miastową, prawda? Ale mi się to nie trzyma kupy. Raz był słodki i miły, a raz….. wredny. Po prostu wredny. Wywyższał się, groził, bił słabszych. On ma jednak wytłumaczenie. Jego rodzice, ojciec. A matka? Nigdy jej nie widział. Jerry myśli, że mnie do niego zniechęci. To niemożliwe i tyle.
-Dlaczego miałby to robić?-Zapytałam z lekką drwiną, z czym najwyraźniej przesadziłam, bo twarz Czarnego przybrała inny wyraz. Złapał mnie za nadgarstki, popychając w sronę ściany, przez co moje plecy dotykały już jej zimnej powierzchni. Strach wzebrał się we mnie od nowa. Dwa razy większy. Obcy facet może teraz zrobić ze mną co chcę. Nawet nie muszę się wyrywać, on jest silniejszy, nie mam szans.
- On się o ciebie nie troszczy, nie wmawiaj sobie. To, że cię przeleciał pare razy, nie znaczy już, że weźmiecie ślub, a ty już masz oddać mu swoje serce. Myślisz, że mu na tobie zależy, prawda?-Zaśmiał się głupkowato, a ja straciłam już pewność co do mojego chłopaka.- Mylisz się. Nawet nie wiesz jak bardzo. Chodzi mu o twojego starego. Jeśli Lopez coś zrobi i zostanie złapany, będzie miał jak w banku, że nic mu nie grozi. A mnie wysłał na przeszpiegi. Chcę wiedzieć, czy nie puszczasz sie z tym idiotą, Brodym. Ale z tego co widzę, na kogoś tu czekasz, prawda? Oj nie ładnie….- Znów zarechotał, a po chwili przywarł mnie do ściany jeszcze mocniej niż przedtem. To nie możliwe….. On kłamie. On napewno kłamie……
- Przestań i puść mnie.-Powiedziałam cicho.
- Co mam zrobić?-Spytał z uśmieszkiem pod nosem.
-Puść mnie! Ratunku! -Zaczełam się wydzierać, a ten zakrył mi szybko usta ręką. Spanikowałam i wgryzłam się w jego kończynę. Ten rykną z bulu i zostawił mnie, rozmasowując obolałe miejsce, a ja jak najszybciej uciekłam.
****************************
Oł jeee! Co tam ludzie z Kicka? Jak tam nowe odcinki? Dawno nie paczałam… Tu napisałam teraz tak dla zwały, pare zdań. Może czasami będę tu coś publikować, jeśli mnie wena najdzie. A teraz zapraszam was tu : http://heart-attack-kimbery-crawford.blogspot.com/ Mój nowy blog, ale o 1D oczywiście. Tam też rzadko dodaje. Mam nadzieje, że choć troche się cieszycie z tych paru zdanek.
Pozdro Is.Izkaxxx

Witam! ;**

Hejcia! Tu C.Howard ;* Wraz z Dianą będziemy prowadzić tego bloga ,a Iza kazała przekazać, że nie będzie pisać tego bloga, ponieważ jej się ”nie chce” . Szczerze, to Izka przerzuciła się na One Direction i nie ma czasu na Jacka<3 Ale my z Dianą jakoś postaramy się pociągnąć tą historię ;) Cieszycie się, czy nie? :*
pozdro <3

Rozdział 20- Dla Klaudii i Ewki!

UWAGA! Będzie opisane tu morderstwo! :D

___________________________________

Z PUNKTU WIDZENIA MILTONA

*OK. 4 GODZ. WCZEŚNIEJ*

Że jak? Ona jest z nim, bo nie ogarniam…….. przecież on jest najniebezpieczniejszym chłopakiem w szkole! Może być w niebezpieczeństwie. Ona już do końca ogłupiała?  On jest z nią, bo jej ojciec jest komisarzem policji! Nic mu nie będzie, jak go przyłapią. W szkole będe musiał jej powiedzieć o tym wszystikm. Że też o tym nie pomyślała. To jest oczywiste. Taki ktoś jak on nie ma uczuć.

Brody gdzieś zniknął. A czego mogłem się spodziewać? Kto by chciał znac takiego nerda, jak ja? Chyba tylko Kim. Czemu tu jest tak zimno? Dopiero 18 …….  Przed sobą ujarzałem, jak jakiś facet w dresie idzie w moją strone. Wyglądał mnie, więcej tak:

Krew mi zastygła w żyałach. Ten gościu szedł po mnie! O co mu chodzi…….Patrzyłem na niego jak zaczarowany.  Nie zauważyłem, że stoi tuż przedemną.

- Masz jakis problem?- Spytał oschłym i  takim jagby chciał mi przywalić tonem.

- Nie…….. Ja….

- No to będzie wpierdol!- Krzyknął, nie dając mi dojść do końca mojej wypowiedzi, która by zresztą nie nadeszła. Zamknąłem oczy, dosłownie na chwile. Poczułem wielki ból w okolicach karku, upadłem. Zaczeło mnie piec bardzo mocno.  Po chwili poczułem ostry ból na lecach, a później jagby ktoś kopał mnie w brzuch, co było pewnie prawdą. Kopał mnie mocno, tak, że z moich ust zaczeło wylewać sie coś ciepłego, lepkiego i ……. Nie czułem już nic. Zrobiło mi sie szarwo przed oczami, świat zaczął wirować.

Szarość zmieniła się w biel……… coraz jaśniejsza…. wydaje mi sie, że do niej leciałem…. próbuje się zatrzymać……. napinam swoje nogi, ale to nic nie pomaga…. nadal lece do przodu……  Nic nie jest w stanie zatrzymac tego mechanizmu. Jestem coraz bliżej….. światło mnie oślepiło…… Bałem się otworzyć oczy. I to bałem, to mało powiedziane. Może mnie oślepić, albo nie wiadomo jakie rzeczy moge tu zobaczyć.

- Otwórz oczy dziecko…….- Usłyszałem szept. Delikatny, słodki, miły, uczuciowy i przepełniony miłoścą. To zdecydowanie głos kobiety. Otworzyłem lekko oczy i ujrzałem, że leże na pokaźnej, zielonej trawie…….. co? Czy ja jestem w…….

- Tu będzie ci lepiej. Nie będziesz miał tu takiego życia jak tam, na ziemi. Tutaj karzdy jest szczęśliwy. Bez wyjątku.-Jeszcze raz usłyszałem ten głos. Podniołem głowe, by zobaczyć osobe, która wypowiada owe słowa.

Była piękna…….. miała skrzydła…… tak,  jestem na górze. W niebie. Z naukowego punktu widzenia to niemożliwe…… ale prawdziwe.   Rozejrzałem się wokoło……. byłem na wielkiej łące.  Nie wyobrażałem sobie tak tego. Myślałem, że będzią tu chmury, jasno, nikt nie będzie mieć ciał, tylko będa przelatywać tędy jakieś kształtu, które będą się rozmywać.  Jest zupełnie inaczej. Są tu osoby, takie jak ludzie, ale sporo się różnią.  Tutaj są anioły. Olśniewają swoją delikatną urodą, mają skrzydła i białe szaty. Większość jest blada, a niektórzy ciemni. Nie wiem jednak dlaczego. Inna religja więc to troche dziwne. Ale bóg bierze wszystich pod swoją opieke.  To wszystko wygląda jak sen….. miły sen…… Niemożliwy.

Z PUNKTU WIDZENIA BRODIEGO

Poszedłem oderazu do domu. Bo co? Mam odprowadzić Krupnicka? Może byłoby dobrze,ale nie chce mi sie. Jestem zły na Kim. Jak ona mogła dać się tak łatwo oszukać? Jesli ten dupek jej coś zrobi, to nie ręcze za siebie.  Nie wiem co mu zrobie, jak ją skrzywdzi. Boje się o nią i jej uczucia. A jak ona go kocha? Co wtedy? Będzie tak zaślepiona tą miłością, że nie zauważy jak ją wykorzystuje? Znam ją  dopiero 5 dni, ale już się o nią martwie. I to bardzo. Jest moją przyjaciółką, bo na nikogo innego nie może liczyć w tej sprawie. Tylko ja nie boje się postawić Lopezowi, Czarnemu i reszcie tej bandy. Tylko ja nie jestem tym tchórzem. Ochronie nią przed nim. Ona nie może cierpieć…….

Z PUNKTU WIDZENIA IZKI

Tak, Brody czuje coś do Kim, dobrze zgadliście. Boi się o nią, tak samo jak bał się o nią Milton. Ale z nim jeszcze nie koniec. Przecież zmarli, mogą się porozumiewac ze światem ludzi, prawda?  A Kim? Mam nadzieje, że zerwie z Lopezem. On myśli, że ona mu by pomogła? Moim zdaniem taka głupia nie jest, ale przespała się z nim, co nie świadczy o zbyt wielkiej inteligencji. Przynajmniej moim zdaniem, a waszym? Teraz sobie śpi, nie ma rzadnego snu. Jest kompletnie przemęczona tym wszystkim. Sprawą z Lopezem. Zna go tak krótko, a już zrobiła wielki błąd.  Żal mi jej. Nie tak, że jej wspułczuje. Po prostu ma za swoje. Musi go teraz rzucić, by odzyskać moją sympatie i pokazać, że nie jest taka durna, jak sie wydaje. A Jack? Co on se myśli? Że ona jest aż taka naiwna? Że tego nie wiedzi? Ona nie jest taka miła, jaką udaje. Może zaskoczyć i to niezbyt pozytywnie dla jego planu. A ten głupek myśli, że Czarny powstrzyma  Bodiego od spotykania się z Kim? Niedoczekanie……  Jak już, to Brody mógłby załatwić Czarnego jedną ręką, z palcem w dupie i z połamanymi nogami.  Lopez myśli, że jest taki dobry, w sztukach walki? Nie jest jedyny, bo Brody też oni to i owo. Tak samo jak Kim. Może i Lopez kazał Czarnemu pilnować nowego przyjaciela Kim, ale on nie ma zamiaru tego robić. On ma zamiar ja mu odebrać. Chce by ona dowiedziała się prawdy. On nigdy nie lubił Lopeza, a zaczął sie z nim kumplować dla kasy i rzeby nikt mu nic nie zrobił. Polecenia też wykonywał tylko dlatego, ale ma inną taktyke. Myśli czy moze by tak, nie przejść na strone Brodiego. Nikt nie wie kto lepiej się bije, czy Lopez, czy on. Karzdy jednak mówi, że Lopez, chociaż nie widziano Brodiego w akcji.  Nikt go nie widział, a całe miasto tak chwali Lopeza, bo najzwyczajniej w świecie się go boją.

W tej chwili ktoś przyjechał do miasta. Ale kto to? Nie za dużo tu już ludzi? W tym nędznym Steafourd?  Jak widać nie……. Ej, chwileczkę……. czy ten samochód, zatrzymał się, przy opuszczonym domu, naprzeciwko Kim? Tak, nie moge się mylić. Z samochodu wysiadł jakiś dziwny, zacieszający facet z…….. kozą. Że jak? Z kozą?  Coś mi tu nie gra. Jak on wogule wygląda? Taki jakiś…… dziwny, po prostu dziwny…… obok niego wysiadł kolejny dziwny facet…… Taki z dużymi brwiami w fartuchu. O co chodzi? Już nic nie rozumiem. Oni będa tu mieszkać? Nie… to niemożliwe. Przecież tacy ludzi, nie wytrzymają w Steafourd, mieście grozy, bijatyk, gwałtów i kradzieży. Co mają na swoją obrone niby? Nie wyglądają na za bardzo umięśnionych….. Ale coś czuje, że jeszcze długo tu pożyja i wmieszają sie w życie naszej kochanej Kim i to jak bardzo……

 

 

 

______________________________________________

Jak mówiłam, tak jest rozdział! 5 komów- nowy rozdział za tydzień, na pewno!  Dla Klaudii i Ewki!

Pozdro Izkaxxx

 

 

 

_________________________________________________________________

 

 

 

LUDKI! MAM NIESPODZIANKĘ!

Znacie Diane? Tak tą. ONA MI POMOŻE! Buahahaha! Ale mam zaciesz. Będzie pomagać, między innymi w  sprawdzaniu pisowni, odpisywaniu na komy z pytaniami ( dawajcie pod ostatnią dodaną notką ZAWSZE) I czasmi, gdy będe mieć szlaban, czyli dostępu do neta, to ona może coś opublikuje :D Może moje, jeśli już napisze, a kiedy swojego autorstwa, to poinformuje. Tak samo by było gdybym straciła tymczasowo wene, czego BOŻE NIE SPRAWIAJ! Ja mam mnustwo roboty…… ehhhh…… Jeszcze ta głupia jędza od polaka jutro SPR ROBI!!! Zabić!  O,a cieszycie się, zę Diana mi pomoże? Tak, wiem, że pewnie bardzo…… Piszcie w komach!

ps. BĘDZIE SIĘ PODPISYWAĆ: ,,=DIANA= ”

Pozdro Izkaxxx

Rozdział 19- Dedykacja dla Majki!

 

DALEJ PERSPEKTYWA JACKA

Otworzył mi z pewnym grymasem na twarzy,ale gdy ujrzał moja zacną i rozpierdoloną osobe, uśmiechnał się chytrze, ale w jego spojrzeniu ujrzałem nutkę zaniepokojenia. Bał się? To dobrze. Wiem przynajmniej, że nadal władam tymi nieszczęsnymi duszami.

- Co cię sprowadza w moje jakże nieczyste zadupie?-Spytał z nutką ironi w głosie. Ah, ten Czarny, Znam go na wylot. Nigdy się nie zmieni. On mysli, że nie zauważam tego, że on nie jest taki zły? To straszne…….. Brrrr…. Mili ludzie……. takim najczęściej daje wpierdol. Nie wiem czemu, ale zawsze tak jest. On jednak ma tarcze i z nim się lać nie będe.

- Coś. Nudzi mi sie i  pomyślałem że możemy pogadac, obejrzeć film…….. a tak na serio, mam dla ciebie propozycie.-Rzekłem bez najmniejszego zacięcia. Ten spojrzał na mnie z miną ,, pokerface”   a ja posłałem mu sporego zaciesza.  Wszedłem do jego chaty, bez zaproszenia i klapnąłem na sofe w salonie. On po chwili sie do mnie dosiał. Spojrzałem na tv, leciały wiadomości.

- ,, Dzisiaj, około dwuch godzin temu, brutalnie zamordowany został Milton Krupnick……- Dalej nie słuchałem. Że jak? To on przecież zaczął spotykać sie z Kim, łazić za nią i wszystko robił z nią. Nie powiem, że mi to sie podobało….. dobrze, że zabił go ktoś inny, bo chyba zrobiłbym to ja.

- To ten nerd, który łaził obok tej nowej, Kim? WIesz, ze ona na ciebie leci, nie?-Rzekł Czarny z tym swoim zajedwabistym wyrazem twarzy.

- Nie, nie wiem!  Jakieś trzy godziny temu się z nią ruchałem, dla twojej widomości.- Oznajmiłem bezczelnie. Ten tylko otworzył szerzej swoje i tak wielkie gały i tylko wyjąkał ,, wow”. Na nic więcej cię nie stać? Pffff ……chciał ją przelecieć pierwszy, ale cóż, mnie rzadna się nie oprze.  Ma problem. Musze z nim pogadać o Brodym i o tym,że ma sie trzymać z daleka od Kim. Jeszcze cos by między nimi zaszło, a wtedy……. Ej! Czy ty aby nie jesteś zazdrosny? Nie, to niemożliwe….. Jack Anderson, znany większości Lopez, ten który kradnie, pije, ćpa, pali, bije niewinnych ludzi, jest zazdrosny o jakąś laske? Ok, coś ze mną nie tak…. Na pewno coś nie tak. Ale wróć do tematu.

- Masz pilnować tego Brodiego, by nie zbliżał sie do Kim. On mozę powiedzieć jej coś, przez co moje relacje z nią, mogą sie pogorszyć, a tego nie chce, jasne?- Rzekłem szybko, a ten tylko pokiwał z dezaprobatą głową. O co mu chodzi, do kurwy nędzy? Chciałem już o to spytać, ale ten mnie wyprzedził.

- Po co? Chyba ci na niej nie zależy……. Chodzi o jej ojca, czy jak?-Spytał zaciekawiony moim bezsensownym rozumowaniem. No o co chodzi Jack?

Z PUNKTU WIDZENIA KIM

Nie moge tak tu leżeć całą wieczność i tak nie zasne, i tak, wieć po co tak leżeć? Zeszłam na dół do kuchni. Co mnie zdziwiło, stała tam moja matka.  Ona chyba też sie zdziwiła na mój widok. Ja udając niewzruszoną, usiadłam obok niej, na krześle, przy stole.

- Kim, musimy porozmawiać.- Rzekła surowym, jak i opiekuńczym tonem głosu.

- No mów.-Rzekłam obojętnie. WIem o czym zacznie mi mówić. ,, Ten chłopak nie jest dla ciebie!” , ,, Wybij go sobie z głowy!”  i  ,, Stać cię na kogoś lepszego!” Ahhhh..

- Ten chłopak nie jest dla ciebie……. Stać cię na kogoś lepszego……. dziecko, wybij go sobie z głowy…….- Łał! Ale ja mam dar! No normalnie bogini Tedyta! < czego ona jest boginią, bo ona przyszła mi na myśl….> Umiem przypowiadać przyszłośc! Buahahaha! Jestem nieśmiertelna! Ale chwileczke……..  Co ma fiut do cipy? Głupie pytanie……

- Mówie ci dziecko, on nie będzie miał dobrego wpływu na ciebie. Dużo o nim słyszałam.. Chce byś miała prawdziwego chłopaka, który będzie się o ciebie martwił i ciebie kochał.

Chce byś była szczęśliwa, rozumiesz?-Moja ukochana, troskliwa mamusia. Rzygam tęcza. Normalnie jebłam. Jaka czułość wymalowana na twarzy. Nie dosć,z e nic o mnie nie wie, to dorzuca swoje 5 groszy dla ubogich. Po co komu, w dube Satsia?

- Mamo, mi nic nie będzie….. przeżyje, znajde se innego, tyle sie nie mieszaj……

- Rzekłam i wróciłam do swojego pokoju……. czytam wyślach, yeah!Jestem boska….. taniec zwycięstwa…….

-Oh, yeah! Oh, yeah oh, yeah, oh yeah, oh yeah! -Zaczełam wywiajać w te i wewte, drząc się w niebogłosy.

-Dziecko! Ciszej! – Krzykneła mama z dołu. Ahhhh….. wyszaleć sie nie można…… odkryłam swoje niezwykłe zdolności, ale i tak musze być cicho…. to bez sensu, no! Powinnam się ujawnić światu…..

,, -Panna Kim Croufourd, wchodzi na 3…. 2…… … Akcja!- Dał znak reżyser, a ja usiadłam na kanapie, w studiu ,, Dzień dobry, tvn”.

- Co chciałaby pani o sobie powiedzieć? Mówiła pani, że  chciałaby zostać wróżbitką, prawda? Ma pani ten niesamowity dar?-Spytała wścibska prezenterka.  Co ona se myśli? Gdybym nie miała, nie przyszłabym tutaj, nie?

- Mam. Odkryłam go, kiedy mama zabroniła mi się spotykać z moim byłym chłopakiem. Dokładnie zgadłam co powiedziała.  Wszystkie słowa. Bez wyjątku.-Rzekłam ze sporym zacieszem na twarzy. Patrzałam wprost na kamere, bo jakbym patrzała na ta reporterke, to już by zgineła. Nie no…  bez kitu! Zadaje pytania, na które odpowiedź jest oczywista!

- Ale to nie świadczy o tych zdolnościach. Musi pani powiedzieć coś więcej. Czemu ma pani taką pewność albo….

- Mam taką pewność. A czemu? Zostawie to bez komentarza. -Rzekłam chamsko, wsatjąc z kanapy.”

Moja świetlana przyszłość……Ej gdzie jest mój pamiętnik?! Napisze coś! Zaczełam szukać owego przedmiotu po półkach i znalazłam. Wziełam ołówek do ręki i usiadłam przy bórku.

Drogi Pamiętniku!                                                     06.09.12

Dzisiaj był dziwny dzień. Najpierw….. Matka zaczeła się czepiać, gdy przyszłam rano do domu, od Jacka. Spałam z nim i co? Szczerze? Żałuje. Ale o tym później. Zadzwoniłam do Miltona, by pomógł mi z tym wszystkim.Powiedział, że niedługo będzie. Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, poleciałam otworzyć, a w nich stanął Brody. Zdziwiło mnie to troche, nie powiem,  że nie.Ale po chwili Milton przyszedł. Zaczeli mi gadać, jaki to Jack jest zły……. A ja powiedziałam przypadkiem, że z nim jestem.  Potem ich wygoniłam. Jak na zawołanie, przyszedł Jack z wielkim bukietem róż. Poszliśmy do pokoju, mama nam przeszkodziła, zaczeła pierdolić o prezerwatywach, wyszła, zamknełam za nią drzwi, by więcej takich akcji nie było. Później pod prysznicem, była jedna akcja, chciałam jednak spytac się go o jego życie, więc wyszliśmy dosć szybko. Zaczął gadać, zę jego matka zgineła przy porodzie, ojcic popadł w alkocholizm i różne. Zginął gdy Jack miał tylko 5 lat. Wcześniej go bił. Do tej pory mieszka z babcią. On to miał trudne dzieciństwo. Poszliśmy spać. Gdy wstałam, nie było go i uświadomiłam sobie, że on mnie nie kocha. Bo jak taki ktoś jak on może kochać? Nie znał nikogo, kto go kochał. Nie miał rodziny. To smutne, ale prawdziwe. Musze z nim zerwać. Jeszcze mama mi go odradzała, a ja jej posłucham. Co najlepsze, zgadłam co będzie mówić. Umiem przepowiedać przyszłość!  Ale czy mam z nim zerwać/

Na pewno z nim zerwe. Nie mam innego wyjścia.

Zakończyłam mój wpis tymi o to słowami. Teraz poczułam się śpiąca. Przez te wszystkie wrażenia, nie zauważyłam tego, że musze mieć czas na sen.

________________________________________________________________________

Ten rozdział tylko i wyłącznie dla Majki! Ona robi mi przysługe, zapromuje mnie, więc ja musiałam napisać rozdzialik! Ale nie będe taka miła! Co tydzień będzie po jednym, w sobote. No chyba, że ktoś mi bardzo pięknie zadedykuje, piękny rozdzialik! Ale musi mnie o tym poinformować! Najwięcej mogą na tym blogu być 2 w tygodniu. Jeden w sobote, drugi w niedziele. Tylko jeśli ktoś mi zadedykuje, znów mówie, rzeby nie było! Rozdziały tu będą miały ok. 1000 słów, a ten ma akurat 1117 słów + notka odemnie.  4 Komentarze- Za tydzień nowy rozdział!

Ps.Przy tytule rozdziału, będe pisać, dla kogo zadedykowany. :D

Pozdro Izkaxxx

 

Rozdział 18

Kiedy wsatałam, Jacka nie było obok mnie. Wyszedł? Na to wygląda….. ehhhh , tak to już jest, kiedy ma się chłopaka bandytę…….. No może troche przesadziłam, ale coś w tym jest, prawda? Ciekawe co teraz robi…. napad na bank, znęcanie się nad słabszymi?  Kocha mnie? Ta, on mnie kocha, a Czarny patataja sobie w krainie zielonych ludków, na błyszczacym jednorożcu……  Jeszcze czego…….  Moze moja mama jest w ciąży,a tata stracił robote? Jack może i miał trudne dzieciństwo, musiała się nim opiekować babcia, ojciec-pijak. Na kim on miał się wzorować? W pewnym sensie na nim i w pewnym sensie, nie jest az tak zły……. a może jeszcze gorszy? No bo jego ojciec nie kradł, nie bił ludzi z innego otoczenia……. tylko rodzine. A czy to właśnie nie jest gorsze?  Chyba jest, bo wolałabym faceta który nije innych niż mnie, nie przychodzi do domu pijany, nie wyżywa się na naszym dziecku……… chwileczke! Czy ty właśnie zasugerowałaś, że będziesz mieć z Jackiem dziecko? Chcesz tego?  Nie, nie chcem…. ale co zrobić, on jest taki przystojny, ma władze nad wszystkimi…. ale wiem, że o   nie będzie mi do końca wierny…. wiem to i czuje. Po prostu tak mi umysł podpowada….. a chce szczerego związku z kimś kogo kocham. A czy go kocham? Tak, bo gdybym nie kochała, chyba nie zaczełabym się z nim spotykać, nie? Tak mi się przynajmniej wydaje…… i bym z nim seksu nie uprawiała!  Więc musze go kochać, chociaz nie chcę… nie mam zamiaru, on mnie wykorzystuje…… on musi się wyżyć, musi odreagować to wszystko, całe swoje dzieciństwo, w którym nie miał co ze sobą zrobić…. w pewnym sensie, żal mi go, ale w innym….. Boje sie, boje sie że mnie skrzywdzi, zostawi, samą. Na pastwe losu. Przy nim przynajmniej nie będe się niczego bac, bo karzdy boi się właśnie jego.  Wiec co mam zrobić? Czekać? Tak, to chyba będzie najlepsze wyjście.

Z PUNKTU WIDZENIA MAMY KIM

No, ten jej chłopak jest przystojny, lae zbyt niegrzeczny. Znam Kim, to moja córka i wiem kto do niej pasuje, a kto nie. On ma za dużo tatułarzy, pali, a wiem to bo widziałam, ze gdy wychodził od niej , z kieszeni wyciągał papierosy. Musze z nią chyba porozmawiać. Słyszłam dużo o nim. Jest on najgoroźniejszy z całej szkoły. Karzdy w okolicy go zna. Musze porozmawiać z Kim, nie chce zakłucać jej szczęścia, ale musi wiedzieć, że pakuje sie w coś złego. Moja Kim, jest z kimś takim. Gdyby Adam ( mój mąż)  by się dowiedział, z kim się ona prowadza, by przemówł jej do rozsądku i kazałby przestać się jej z nim spotykać.  Ale czy by go posłuchała? Zapewne nie, bo z nią trzeba na spokojnie, a on umiałby tylko się drzeć, na nią. Kiedy wstanie,  pokarze jej sytułacje, z mojego punktu widzenia.

Z PUNKTU WIDZENIA BRODIEGO

Kim musi z nim być? Przecież zna jego historie. Wie co robił w szkole i po za nią. Czemu ona nie może być ze mną? Dlaczego? W czym on jest lepszy odemnie? To, że jest znany w całej szkole, zę karzdy się go boi, on jest królem w tym mieście…. to sie dla niej liczy? Przcież on ją skrzywdzi…… Zrobi jej coś, moge sie załorzyć, zę to nie będzie miłe…. Żal mi jej troche…….. za takie posunięcie będzie musiała cierpieć. Nie wiem czemu on z nią jest. Bo jej ojciec jest policjanetm? No i co z tego? Jak kogoś pobije, to on mu nie pomoże, bo rzaden policjant nie będzie chciał mieć z Lopezem doczynienia.  A ja? MAm na niego wyjebane. Niech się tłumaczy innym, bo na policje nie wrtao liczyć.  Już lepiej by było gdyby Kim spotykała się z Czarnym, a nie z Lopezem.  Bo co? Te jego cudne oczka i to jak swietnie całuje……. rzygam tęczą.  Wyczuliście sarkatm, nie? Mam nadzieje.  Jestem juz w domu, leże na łóżku rozmyślam, co by było gdyby…….. Lopeza nie było na świecie. Wszystkim żyłoby się lepiej. Steafourd nie byłoby takim złym mijescem, nie byłoby kradzieży, licznych zabujstw i gwałtów. To wszystko stało się przez jego głupią rodzinke. Nikt jednak nie zna jego przeszłości. Tacy ludzie się nie zwierzają. Jedyne co wiem, to to, że mieszka z babcią. Nic więcej na temat jego pipeszonej rodziny.

Z PUNKTU WIDZENIA JACKA

Wyszedłem. Bo po co mam czekać, az szanowna pani idealna sie obudzi? Musze ja chyba w coś wmieszać, za dużo chce wiedzieć, a ja nie wieząc czemu, mówie jej wszystko jak na spowiedzi. Wyciska tu ze mnie jak jakaś …. wyciskarka…… Kurwa stary, stać cię na coś więcej, wiesz?  Teraz ide sobie spokojnie do domu. To miasto na serio żyje nocą. Ludzie bija się na trawnikach, jak żule piją i ćpają.  Niektórzy ruchają się w krzakach, już niewiadomo mi, co tu można nazwać gwałtem. Niektórzy coś tam kradną, uciekają przed właścicielami owych rzeczy, a ci gonią ich. Noc jak zawsze w tym o to, jagże szanownym i pięknym miejscu. Czujecie ten serkazm nie? Bo ja tak, aż mi się łeb rozpierdala. Seryjnie.  Ciekawe co teraz robi Czarny.

Z tą jagrze ciekawą myślą, zmieniłem kierunek i ruszyłem w strone mieszkania mojego sługi, Moze niedługo zrobimy se pare tatułarzy razem?

____________________________________________________________________

I jest! Czekaliście dłuuugggooo……  Bardzo długo, ale jak widzicie, to nie koniec tego zacnego zadupia. Tak se weszłam i pomyślałam, ze dokończe tą zacną historyjke, zwłaszcza dlatego,  że do 17 rozdziału było tu pisane na odpieprz. Tak to jest kiedy się nudzi i myśli o przeszłości……. Dokańczam go ze względu na Majke, Klaudie i Diane. Dla nich również jest zadedykowane ten rozdział. Następne będą tu sie pojawiać co sobote lub niedziele, jeśli na początek znajdzie sie tu……… 3 komy wystarczą, bo wiem że tyle będzie :D A chce go dokończyć! Kochacie mnie? Ja was tak!

Pozdro Izkaxxx

Rozdział 17

Wyszliśmy w objąciach z łazienki, a ja usiadłam na łóżko……. dzięki czemu musiał mnie puścić. Spojrzał na mnie spod byka.

-Miałeś mi powiedzieć czemu zachowujesz sie inaczej.-Rzekłam patrzac mu w oczy…. no bo o co może chodzić?

- To będzie długa rozmowa, ale dobra.-Usiadł obok mnie zrezygnowany.- Kiedy się urodziłem…….- Zaczął łamiącym sie głosem i przerwał…. po jego policzku spłyneła łza, ale szybko ja wytarł, bym nie zauwarzyła. Za późno…. zrobiło mi sie go żal…. to musi byz dla niego ciężkie.

-Kotuś…..-Rzekłam wzruszona i przytuliłam go. – Nie musisz udawać przy mnie macho.-Powiedziałam, odsunełam sie troche od niego, by móc patrzyć mu w oczy.

- Ale ja…..- Uciszyłam go ręką.- Nie musisz przy mnie udawać…. czuje sercem, zę taki nie jesteś…..-Szepnełam, przypominając sobie słowa babci Jacka. Ten troche się zdziwił, ale przerwałam mu to zdziwko i pocałowałam go delikatnie. Oddał pocałunek. Złapałem go za szyje i usiadłam na kolanach tak, że moje nogi były jak w przysiadzie i jedno z jednej strony jego, druga z drugiej. Jak w filmach. Jack objął mnie w pasie i zaczął gładzić moje plecy swoimi ciepłymi rękoma. Odkleiłam sie od niego i spojrzałam na niego znacząco, by kontynuował.

- Maja matka zmarła przy porodzie. Ojecie sie nigdy mna nie przejmował….. wpadł w alkocholizm….. opiekowała sie mna babcia…. mieszkała z nami, a przez to, zę to jego matka, nie bił jej….

-Co to znaczy nie bił?!-Krzyknełam zdziwiona.

-To co myślisz…….. przychodił do domu tak pijany, zę był zdolny do wszystkiego…. wyrzwał sie nademną kiedy jeszcze nie skończyłem 2 lat……- Powiedział ze smutkiem i żalem w oczach….. zauwarzyłam, jak łza kręci się mu w oku, po czym spłyneła na poli. Delikatnie otarłam ją opuszkiem kciuka.- Kiedyś tak się nawalił, ze przewrócił się i nie wstał…. zginał pod wpływem krwotoku…. miałem tylko 5 lat….-Szepnął załamany i uronił pierwsze łzy. Nie mogłam tak na niego patrzeć, więc przytuliłam go mocno do siebie.

- Kotuś… tak mi przykro…… Nie moge powiedzieć,że wiem co czujesz, ale……

- Kim. Spokojnie. To nie jest takie złe……. ale przez to taki się stałem… nie miałem sie na kim wzorować…… nie wiem po co jest życie, ale prowadze je jakoś…… robie to co robie…… pewnie skończe jak swój tata, tylko, ze nie będe miał rodziny……

-Jack, nie mów tak. Będziesz. Jesteś…..-Szybko ugryzłam się w język.

-Jaki?-Spytał i na jego twarzy zawitał wyczekujacy uśmiech, a ja tyko przegryzłam nerwowo wargę.- Kim, ty mnie z tego leczysz… jesteś jedynym lekarstwem.-Szepnął patrząc mi w oczy. Poczułam w nich spokój i…… miłośc? Nie……… przewidziało mi się.

-A ty jesteś dla mnie kimś, komu zawsze pomoge, pociesze i przytule.-Powiedziałam z uśmiechem i wtuliłam sięw nigo jak w misia.- I przy kim czuje się bezpieczna.-Szepnełam.

- Kocham cię…….-Usłyszałam jego szept. Moje serce zaczeło szybciej bić. Oddech sie zatrzymał, a ja zaniemówiłam. Czy on właśnie powiedział,z e mnie kocha? Nie…. to nie możliwe….

- Jack, co ty wygadujesz?-Spytałam zdziwiona i spojrzałam mu w oczy.

- Prawde. A co ty myślałaś?-Spytał z uśmiechem.

- Nawet nie wiesz jak ja cię kocham-Szepnełam i wbiłam mocno swoje usta w jego. Nie spodziewał sie tego i opadł na łóżko…… Jednak odkleiliśmy się szybko, a ja zasnełam w jego ramionach.

**********************************************

Dla C.Howard!

Rozdział 16

Wplątałam palce w jego włosy……. Jego ręce…… Wiadomo……. Rozpalał mnie swoimi pocałunakami…….. Oddałam wreście pocałunek co musiało go ucieszyć…. poczułam jak się uśmiecha….. Jedną ręke włorzył mi pod bluzke z zamiarem jej ściągnięcia……. Ale mój rozum mi przypomniał o tym co się zdarzyło wczoraj…… -Kotek…-Odklejiłam sie z ledwością od niego. -Hymm?-Patrzał na mnie pytającym wzrokiem. -Kiedy sobie przypomniałeś jak to jest być z kobietą, to teraz codziennie będziesz chciał?-Spytałam z szyderczym uśmiechem. Ten zrobił coś, czego bym się w życiu nie spodziewała……. Rzucił się na mnie i……. 10 min później….. Było juz po wszystkim…. zszedł ze mnie zdyszany……. Nie tak jak ja…… to było coś…… takiego spontanicznego…. bałam się że coś mi sie stanie normalnie! -Co ci odbiło?!-Krzyknełam ledwo dysząc. Ten spojrzał na mnie już uspokojony… – No wiesz……… Jakoś tak miałem ochote…-Powiedział z figlarnym uśmieszkiem i przytulił sie do mnie….. jego goła umięśniona klatke piersiowa, przylegała do mnie ściśle…. Zrobiło mi sie gorąco….. -Kotek….. ile na to ćwiczyłeś?-Spytałam troche się odsówjąc. -Sześć lat…… ale widze, ze było warto…..-Powiedział z usmiechem i znów przyległ do mnie ściśle….. -Weź…. jeszcze moja mama tu wparuje, jeśli znajdzie klucze zapasowe od mojego pokoju…..-Powiedziałam bezsilana i wyrwałam się z jego objąć. -Ide pod prysznic…. nie wiem jak ty……-Nie dokończyłam, bo wstał. -A moge iść z tobą?-Spytał z uśmiechem….. Mój wzrok zatrzymał się na jego…. przyjacielu . Kiedy to zauwarzył, wybuchł śmiechem. -No chodź już……-Pociągnął mnie w strone drzwi do mojej własnej łazienki…… Nie myślałam teraz o problemach…. tylko co on wymyśli i dlaczego przy mnie jest …..inny…… Cały czas mnie to zastanawia….. bardzo…… Ledwo się obejrzałam, a już wchodził pod prysznic…. -Czekasz na zaproszenie? Kim, nie wiem czy zauważyłaś, ale to twój dom…-Powiedział z uśmiechem na warzy…. dziwne prawda> Przt mnie jest inny…… Czemu? Weszłam, by nie wzbudzać zbędnych podejrzeń, ale chyba odkrył cos po moim wyrazie twarzy….. -Coś jest nie tak?-Spytał opiekuńczym głosem…… Jak on się o mnie martwi……. Jakie to słodkie! – Ja…. nie wiem……-Rzekłam zdziwiona sama tym, ze to powiedziałam…. obją mnie w talii. -Co się stało?-Spytał zmartwiony i spojrzał mi w oczy…… zauwarzyłam w nich zaniepokojenie….. Dziwne…… – Czemu przy mnie zachowujesz się inaczej?-Spytałam nie wytrzymując. Ten odkręcił tylko z góry wode…. – Moge ci powiedzieć….. ale kiedy z tąd wyjdziemy…-Powiedział i znów mnie pocałował, ale tym razem… delikatnie.

*******************************************

Ok taki króciutki….. bo tego bloga nie zawiesiłam więc się cieszcie! Dedykuje go Ewce…. kiedy dodasz u siebie?

Pozdro Izkaxxx

Rozdział 15

-No wiecie……. Tylko tak mi się wydaje…..

-Jesteście razem?! Co u niego robiłaś?!-Krzykneli razem Brody i Milton.

-Nic! To moje życie i ja decyduje, tak? A teraz oboje sie wynoście!-Krzyknełam zła i wypędziałam ich z domu.

-Kim! Co się stało?- Moja mama podeszła do mnie.

-Nic….. wiedzą o Lopezie….

-O kim?-Spytała nie rozumiejąc. No super! Co mam jej powiedzieć?

-Tak mówimy na Jacka…. –Powiedziałam zgodnie z prawda.

- Ale kto to był?-Spytała zdziwiona.

- Milton i Brody…….-Powiedziłam i udałam sie do pokoju….. Sięgnełam po telefon i na wyświetlaczu ujrzałam 9 nieodebranych połończeń i 11 sms-ów. Oczywiście od Jacka….. ale on się o mnie martwi….. Oddzwoniłam do niego.

- Kim!-Odebrał po pierwszym sygnale.

- No, dzwoniłeś?

- I to ile razy! Za sekunde minut będe pod twoim domem.-Rzekł i wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi zbiegłam szybko na dół i dopadłam się do drzwi!

- Wreszcie pierwsza!-Krzyknełam ze szczęścia, zę to mama nie otworzyła. W drzwiach stał lekko zdziwiony Lopez z……

- Kotku! Nie trzeba było!-Stał z wielkim bukietem róż.- Wejdź.- Zaprosiłam go do środka. Zaprowadziłam do pokoju i zamknełam drzwi.

- Twoja mama jest w domu, prawda?-Spytał z figlarnym uśmieszkiem.

- Niestety…-Rzekłam siadając na łóżko.

- No przestań! A powitanie? Chyba nie wejdzie nam tu do pokoju….-Powiedział z uśmiechem i wszedł na mnie całując przy okazji. Chciałam zagrać niedostępną, ale nie mogłam się powstrzymać i oddałam pocałunek. Jego ręce powędrowały pod mój tyłek.

-Ale ty jesteś napalony…- Mówiłam próbując odkleić się od niego,ale coś mi się nie udawało…..

- I to niby….. moja wina……-Mówił między kolejnymi całusami. Jego jedna ręka powędrowała pod moje spodnie a druga pod koszulke….. Nie wytrzymałam i ściągnełam z niego koszule….. zaczełąm dotykać jego umięśnionej klatki piersiowj i umięśnionego brzucha…. Jak można mieć takie mięśnie? Całowaliśmy się tak i dotykaliśmy chcąc więcej, ale jak to mówi moja mama : co dobre, zawsze się kończy.

- Kim!-Usłyszłam krzyk mojej zdenerwowanej mamy…… Lopez zszedł za mnie pośpiesznie.

- Co ty tu robisz?-Spytałam ciężko dysząc.

- Raczej co wy tu robicie.-Powiedziała zdenerwowana. Jack obserwował całą sytułacje.

- No nic…….. jeszcze nic nierobiliśmy…-Rzekłam, by wreszcie się jej postawić.

-No i dobrze! Obserwuje was! I pamiętajcie o…..

-Mamo!-Weszłam jej w słowo bo wiedziałam,co chce powiedzieć. Wypchnełam ją za drzwi i zamknełam je na klucz.

- No to……. na czym skończyliśmy?-Spytał z szatańskim uśmieszkiem i wstał.

- No nie wiem……. ale pamiętaj o jednym!-Krzyknełam udając że coś jest warzne. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a ja wzruszyłam ramionami. Ten wybuchł tylko śmiechem i wbił się w moje usta…….

*************************************************

I co? Zadowolona?! Ten rozdział tylko dzięki C.Howard która zawiesiła, bo nie dodałam! No normalnie gdybym nie dodała, zjedli by mnie wszyscyżywcem!

PS. Nie stawajcie jej na drodze…. jest niebezpieczna…..

Masz krótki! No nie moja wina jak cały czas włarzą mi do pokoju i nie pozwalają zrobić tych scen! <lol>

Pozdro Izkaxxx

Rozdział 14

Jak mogłam się domyślać, na mieście było mnóstwo bandytów…… co dziwne, kiedy zobaczyli,ze wychodze z tego domu, wszyscy przestali się bić, pić i bóg wie co jeszcze. Wszystkie oczy padły na mnie, a ja szybko pognałam do domu……. wydawało mi sie, że ludzie mnie unikają…. i dobrze. Może to zasługa Lopeza? Nie wiem…….. niektórzy wiedzą za dużo…… zdecydowanie. Kiedy pierwsze co otworzyłam drzwi od domu, zatorowała mi je mama.

- Zabezpiczeliście sie?-Spytała we wstępie……. chciałabym ją czasami ukatrupić!

- Mamo!-Krzyknełam i wepchnełam się do środka.

-Przystojny jest,prawda?

-Mamo!-Ponowiłam krzyk .

- Znacie sie dopiero…. tydzeń, a już poszłas z nim do łóżka!-Krzykneła wściekła.

-No dobra….. sama widziałaś jaki jest boski!-Pisnełam i usiadłam na kanapie w salonie.

-Masz racje, ale uwarzaj! Musicie się zabezpieczać….-Spojrzałam na nią surowym wzrokiem.-Wiem, zę nie jesteś dzieckiem, ale chce wiedzieć ile razy to już…….. no wiesz……

-Tak, mamo wiem o co ci chodzi.-Powiedziałam bezsilna.

-No więc?- Patrzała na mnie wyczekująco.

- No….. to był pierwszy…-Skuliłam sie na kanapie.

-Naprawde? Przecierz znacie się tak krótko……

-Widzałaś jakie on ma oczy?-Spytałam bezczelnie.

- No, to wszystko wyjaśnia…….-Popatrzyła na mnie z pogardą.

Ona ma racje! Na pewno w pewnym sensie……. jaka jestem głupia! Ale te jego czekoladowe, wołające i przyciągające do siebie oczy…….

Ogar Kim! No nie moge…….. wcześniej, kiedy byłam z tamtym oszołomem o wszystko zazdrosnym, to do takiej rzeczy nie doszło, chociarz znasz go od dziecka…. a tutaj przyjerzdżasz sobie do jakiegoś Steaford, znajdujesz najniebezpieczniejszego chłopaka w całym mmieście i bezopamiętania lecisz na niego! No nie do wiary! Ale kto tu sie dziwi……on jest taki przystojny…… Ach……

Mama wyszła z salonu, nie rozumiejąc mojego postępowania….. szczerze mówiąc nie była w tym sama…… Co mi do cholery odbiło?!

Poszłam do swojego pokoju i połorzyłam sie na łóżku….. On…. działa na mnie jak narkotyk….. nie żałuje tego…. chce więcej… on ma na demną kontrole……. On jest…….. najdoskonalniejszym facetem na ziemi….. chodzący ideał……. No może gdyby nie ćpał, byłoby lepiej…….. Ale i tak jest ideałem! Zabiłabym dla niego……. Czemu inni mówią, zę jest gejem? Jagby tylko jakaś laska pobyłaby z nim chwile to by w mgnieniu oka zmieniła zdanie……. Jagby był pedałem to większej straty nie można by było doznać….. Chciałabym być z nim do końca życia…… ach…. marzenia…..

-Ale wracamy na ziemie!-Palnełam sie sama w głowe. Sięgnełam po telefon i wybrałam numer Miltona.

-Halo?- Odebrał po pierwszym sygnale.

- Milton! Musisz do mnie wpaść……. potrzebuje porady faceta…..

- To czemu dzwonisz do mnie?- Oboje wybuchneliśmy gromkim śmiechem.

- Milton……. to warzne……-Powiedziałam opanowując kolejny atak.

- No dobra…. będe za pięć minut!

- I ani sekundy dłużej!-Krzyknełam do słuchawki i się rozłończyłam.

A co jak mnie wyśmieje? Nie będzie chciał mnie znać? Powie ze jestem dziffką<pozdro dla C.Howard i Kattie> Nieźle by było, bo to prawda! No ale cóż…. moja wina? No tak…… głupie pytanie…… No nie! To wina Lopeza! On zawładnął moim umysłem…. przy nim nie myśle racjonalnie…….

Dokładnie po pięciu minutach zabrzmiał dzwonek do drzwi. Podleciała do nich i zamiast Miltona spostrzegła……..

- Hej Kim.-W drzwiach stał……. Brody?

-Co ty tu robisz?-Nerwowo pogładziła się po szyii.

- Znowu nowy chłopak? Kim!-Krzykneła mama widząc jak wchodzi do domu.

-Mamo! Ogarnij się! I jak komuś coś powiesz to zabije!-Krzyknełam grorząc palcem. Wtem drzwi się znów otworzyły i w nich staną Milton.

- Hej Kim….. Brody?-Spytał z niedowierzeniem.-Co on tu robi?-Dodał po chwli. Ja tylko wzruszyłam ramionemi,ze nie wiem i zaprowadziłam ich do pokoju.

-No to……. Co tu robisz Brody?-Spytałam zdziwiona.

- Przyszedłem do ciebie, kiedy zobaczyłem, że w nocy idziesz do Lopeza.-Rzekł z niesmakiem.

-Co?-Spytał z nieodwierzenim Milton.

-Co wy do niego macie?-Spytałam zdenerwowana.

- Kim…… on jest niebezpieczny…..-Uspokoił mnie Milton.

- Ja się go nie boje, ale Krupnick ma racje….-Przytaknął Brody.

- Ja też się go nie boje i to moja sprawa z kim……-W pore ugryzłam sie w język…. na szczęście…..

- Z kim co?-Spytał zdziwiony Brody. Nie odpowiedziałam……. patrzałam pusto w podłoge.

-My chcemy ci pomóc…….. A tak wogule…. co miałaś mi powiedzieć?-Spytał Milton.

-Już znam twoje zdanie…..-Rzekłam oschle i sie znów połorzyłam. Owinełam sie szczelnie kołdrą.

- No Kim! O co chodzi?-Spytał Milton. Zadzwonił mój telefon. Karzdy chciał po niego sięnąć, ale byłam pierwsza. Natychmiastowo odebrałam.

- Kim?-Usłyszłam głos Lopeza……. odrazu zrobiło mi sie cieplej.

- Hej……. już sie stęskniłeś?-Spytałam nie zwarzając na to, ze słyszą to Brody i Milton.

-No…… Czarny mnie…..

-Wiesz, zę nie lubie przekleństw.- Odparłam upominając go ze śmiechem.

- Śmieszna jesteś. Myślisz, ze się do ciebie ustanowie?-Spytał ze śmiechem.

-Albo mi sie przesłyszało alebo sie śmiejesz!-Krzyknełam jagbym odkryła Ameryke……

Milton i Brody wymieniali porozumiewawcze spojerzenia.- Wiesz co kotek? Musze kończyć……. Pa!-Krzyknełam do słuchawki i szybko się rozłończyłam.

- Kto to był?-Spytał we wstępie Milton…….. z mojej twarzy zniknął uśmiech.- Nie mów mi, ze……

-Przecierz on jest pedałem-Rzekł ze śmiechem Brody.

- Nie! Bo….. fuck…..- Zrozumiałam jaki wielki błąd popełniłam.

- Chyba żartujesz ty….. i on…..

- Brody…….. nie wiem czemu mówicie wszyscy ze jest gejem…. Jagby był gejem zakochałby sie w swoim własnym odbiciu….-Wymskneło mi się.

- Co ty powiedziałaś?! Ty jesteś…….

- Nie!-Krzyknełam szybko, bo przecież nie jesteśmy razem, prawda?

- To dlaczego mówisz, takie słówka, miłe o nim, co?-Spytał przedrzeźniając Brody.

- Zazdrosny?-Spytałam oschle.

- Kim……. on kiedyś całował sie z Czarnym.-Zaśmiał się, a ja trzepnełam go w głowe.

- Ważne jak całuje, a nie z kim….. całował.-Powiedziałam ze śmiechem, chociaż wiedziałam, zę to był żart.

-Ciekawe jak……..-Spojrzał na mnie szyderczym uśmieszkiem.

- Najlepiej ze wszystkich…-Wymskneło mi sie. Spojrzeli na mnie dziwnie……. no i teraz tłumacz się paplo!

***********************************************************************

Uffff! Pisałam ten roz pod presją bo karzdy mnie sie czepia! Kiedy roz na dziwnej dzielnicy? Kiedy na popularniejszym> Ludzie! Zwariować sie z wami da! <lol>  Sorka, zę wczoraj nie dodałam, ale  nie wiedziałam co napisać……… No więc macie to! Jak wam sie podoba nowy wystrój? Mam nadzieje,z e bardzo bo mi tak. Jeśli macie jakieś pytania, wątpliwości, czy uwagi, którymi nie chcecie się podzielić ze światem, bo myślicie że was opiepszą, to moje gg: 44822305

Co tu jeszcze? Hymm……. Tem rozdział…. no nie mogłam sie zdecydować dla kogo….

Więc będzie dla …. C.Howard  i Moniki! Wiem, ze ona czasmi czyta, ale nie zawsze ….. ma studia….. niestety…. jak ty to wytrzymujesz? Jeszcze do tego …. chyba prawo i coś tam…. tak? No nie wiem…. ale przypominam,z e dzięki nie załorzyłam tego bloga i mówie, zę rzaden następny pomysł nie będzie jej, bo już wiem co napisze……….. No ale do setna……… Czekam na rozdziały u: Majki, C.Howard, mojej Ewki, Moni, Staci ( bo dziś przyjeżdża) Idy, Kini i reszty! I takie pytanko……. Jeśli Kinia to czyta….. Czemu ty takie krótkie dodajesz?! <lol> Budzi sie we mnie diabeł……..

Pozdro Izkaxxx